Czy warto uczyć dzieci języka polskiego, w którym przysłowiowy „chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie”, skoro mieszkamy poza Polską? Czy należy, wraz ze znajomością języka, nakładać na ich barki ten cały bagaż historii i literatury polskiej? Tych wszystkich Kordianów, Wokulskich, Cezarych Baryków, „Kolumbów”… Tę Cedynię, pod którą walczył… No właśnie, kto z kim walczył i dlaczego? Te wszystkie rozbiory i powstania…
Takie pytania zadaje sobie wielu rodziców próbujących rozstrzygnąć dylemat, co bedzie najlepsze dla ich pociech: czy szybka i pełna asymilacja z tutejszą kulturą i społecznością i „zamerykanizowanie”, czy raczej dwujęzyczność, a więc mozolne pokonywanie zawiłości gramatyki języka polskiego i poznawanie niełatwej historii Polski, co jednak kosztuje wiele pracy i zachodu i to nie tylko ze strony dziecka, ale i rodziców?
Jeżeli wierzymy, że tylko pełna unifikacja lingwistyczna dziecka zapewni mu sukces życiowy, a język polski będzie li tylko zbędnym balastem, pamiętajmy, że w Ameryce – ojczyźnie emigrantów, każdy w końcu dojrzewa do pytań typu: „gdzie są moje korzenie?”, „skąd wywodzi się moja rodzina?”.
Dziecko rośnie szybko, obserwuje świat i pewnego dnia może zapyta nas – po angielsku, oczywiście – „Skąd się wzięło moje dziwne nazwisko?” (o ile nie zdążyliśmy jeszcze „uprościć po amerykańsku” pisowni i wymowy naszego nazwiska, zanim dzieciak tą sprawą w ogóle się zainteresował).
A pewnego dnia przychodzi refleksja: „Szkoda, że nie znam języka polskiego; mógłbym mieć więcej pacjentów w moim gabinecie, gdybym potrafił się z nimi porozumieć w ich (moim) ojczystym języku…”.
Nie bójmy się dwujęzyczności naszych dzieci. Pozwólmy im uczyć się języka polskiego. Nie musimy się obawiać, że znajomość polszczyzny bedzie miała negatywny wpływ na wymowę i akcent w języku angielskim.
W procesie poznawania dwóch języków równolegle, rozpoczętym możliwie jak najwcześniej, nawet od urodzenia, nauka obu języków będzie następowała automatycznie i naturalnie, poprzez słuchanie i powtarzanie. Decydując się na poliglotyzm dziecka, nie musimy czekać z rozpoczęciem nauki drugiego języka dopiero po opanowaniu przez dziecko podstaw pierwszego. Tak jak w dzieciństwie nauczyliśmy się „mimo woli” języka ojczystego, przyswajając prawidłową artykulację i składnię bez znajomości reguł gramatycznych, tak nasze dzieci mogą nauczyć się dwóch języków (lub więcej). W obu językach maluch nabędzie akcent właściwy dla każdego z nich i nie będą słyszalne żadne „obce” naleciałości, z którymi jest tak wiele problemów, gdy zaczynamy naukę języków w późniejszym wieku.
Dla ciała i jego rozwoju potrzebny jest ruch, sport, gimnastyka.
Gimnastyką dla mózgu jest nauka. Im więcej dziecko mówi, słyszy, widzi i doświadcza, tym szybciej i lepiej się rozwija pod względem intelektualnym i psychicznym. Nie obawiajmy się, że „przeuczymy” nasze dziecko zapewniając mu dwa języki jako „ojczyste”. Z czasem będziemy dumni z naszej inteligentnej, mądrej, dwujęzycznej pociechy, bogatej bogactwem dwóch kultur, oczytanej w dwóch literaturach, wdzięcznej swym rodzicom za wspaniały intelekualny posag.